„Nie jestem dobry w sporcie”.
Kiedy dziecko wypowiada takie zdanie, warto zapytać: w jakim sporcie? Być może nie lubi grać w piłkę. Nie biega tak szybko jak koledzy. Nie czuje się pewnie, kiedy wszyscy patrzą, a ono właśnie próbuje trafić do kosza.
Ale czy to naprawdę znaczy, że ruch nie jest dla niego?
Wierzymy, że każde dziecko zasługuje na szansę, żeby znaleźć aktywność, która sprawi mu radość. Czasem potrzebuje do tego innej dyscypliny, nowego otoczenia albo kogoś, kto powie: „Spokojnie, spróbujemy razem”.
Na naszych obozach Progress Camp proponujemy ponad 20 dyscyplin i form aktywności. Ta różnorodność ma konkretny cel. Chcemy, żeby dzieci mogły odkryć coś swojego — także te, które przyjeżdżają z przekonaniem, że obóz sportowy to chyba nie miejsce dla nich.
Weźmy disc golf. Rzucamy specjalnym dyskiem w stronę kosza, próbując dotrzeć do niego w jak najmniejszej liczbie rzutów. Na początek wystarczą krótszy dystans i kilka wskazówek. Nie trzeba być najszybszym ani najsilniejszym w grupie. Można spokojnie spróbować, zobaczyć, jak leci dysk, i przy kolejnym rzucie coś zmienić. A trafienie potrafi dać ogromną satysfakcję.
Podobnie z SUP-ami. Pierwsze spotkanie z deską nie musi oznaczać stania na niej od razu i utrzymywania idealnej równowagi. Można zacząć na kolanach, oswoić się ze sprzętem i stopniowo nabierać pewności — w kamizelce, pod opieką instruktora i w odpowiednich warunkach. Do pierwszych prób nie jest potrzebna wybitna sprawność. Potrzebne są czas, spokojne wprowadzenie i możliwość nauki we własnym tempie.
Są też boule, kręgle fińskie i krokiet. Gry, w których można szybko poznać podstawowe zasady i włączyć się do zabawy bez miesięcy przygotowań. Tutaj przydają się celność, wyczucie odległości, cierpliwość i pomysł na kolejny ruch. Niepozorny rzut potrafi zmienić wynik, a dziecko, które zwykle pozostaje w cieniu sprawniejszych kolegów, może odkryć, że właśnie znalazło coś dla siebie.
Nie każda aktywność musi oznaczać zadyszkę i wyścig. Czasem wystarczy skupienie przed uderzeniem, kula zatrzymująca się dokładnie tam, gdzie trzeba, i okrzyk: „Widzieliście?!”.
Dla tych, którzy lubią więcej emocji, mamy archery tag — zespołową grę z łukami i strzałami zakończonymi miękkimi grotami. Po instruktażu, z odpowiednim sprzętem ochronnym i pod nadzorem kadry można zacząć od prostych ćwiczeń i stopniowo wejść do gry. Nie trzeba wcześniej trenować łucznictwa. Znaczenie mają również spostrzegawczość, współpraca i dobre wykorzystanie osłon. Sprzęt oraz zasady dopasowujemy do wieku i możliwości uczestników.
Ta różnorodność sprawia, że dzieci mają wiele okazji, by poczuć satysfakcję. Jedno polubi spokojną rozgrywkę w boule, drugie pływanie na desce, a trzecie zespołowe emocje w archery tagu. Nie muszą lubić wszystkiego.
Wiele naszych obozowych propozycji dzieci poznają po raz pierwszy. Sięgamy po aktywności wykraczające poza zestaw dyscyplin, z którymi zwykle spotykają się na szkolnym WF-ie. Dzięki temu znacznie częściej zaczynamy wspólnie od podstaw: poznajemy zasady, oswajamy sprzęt i wykonujemy pierwsze próby.
Oczywiście dzieci różnią się doświadczeniem i sprawnością. Nowa dyscyplina nie sprawia, że wszyscy mają identyczne możliwości. Daje jednak szansę na wspólny start, bez ustalonego z góry podziału na tych „najlepszych” i tych wybieranych do drużyny na końcu.
Kolega, który od kilku lat trenuje piłkę, też może pierwszy raz trzymać dysk do disc golfa albo młotek do krokieta. Też będzie się uczył. Też nie wszystko wyjdzie mu od razu.
To dobry moment, żeby zostawić za sobą etykietkę „ja się do tego nie nadaję”.
Właśnie dlatego tak ważna jest dla nas przestrzeń na próbowanie. Na niecelny rzut, zachwianie równowagi i kolejne podejście. Na śmiech z sytuacji, ale nigdy z dziecka. Na mały sukces, którego z boku można nawet nie zauważyć, a który dla uczestnika znaczy bardzo dużo.
Czasem tym sukcesem będzie celny strzał. Czasem samodzielne przepłynięcie kawałka na SUP-ie. A czasem po prostu dołączenie do gry, choć jeszcze rano dziecko mówiło, że nie chce próbować.
Nie każdy wróci z obozu z nową sportową pasją. Ktoś odkryje jedną ulubioną aktywność, ktoś polubi kilka, a ktoś zapamięta przede wszystkim wspólne popołudnia na świeżym powietrzu. Każda z tych rzeczy ma wartość.
Chcemy, żeby dzieci wyjeżdżały z poczuciem, że ruch jest również dla nich. Że mogą dołączyć do zabawy, nawet jeśli czegoś jeszcze nie umieją. Że nie muszą najpierw stać się sprawne, żeby zacząć — sprawności nabiera się właśnie przez próbowanie.
A jeśli zamiast „nie jestem dobry w sporcie” pojawi się: „W to chciałbym zagrać jeszcze raz”, to mamy bardzo dobry początek.
Wróć do bloga fundacji